Back to chronological / alphabetical list

------------------------------------------------------------------------



------------------------------------------------------------------------

It's my first attempt at modding! Well, no one will tell me I have low aspirations ;) I was reading about crazy keyboard stuff online, and stumbled upon a very interesting idea of so-called "maglev switches". Basically, it's a pretty simple concept: you just remove a regular spring/rubber dome from the switch and put a pair of magnets in there - with opposite poles facing each other. This way the cap will "levitate" above the contact point, which can led to a quite unique typing experience.

I thought to myself: hell, why shouldn't I try this? I bought 200+ cheapest neodynium magnets online on impulse. My idea was that I'll think what to do with them later, after they arrive :) I got them the next day. The seller sent me about ~250 magnets (more than I've ordered), maybe thanks to the fact I first ordered only 110 units, and thus paid the shipment costs twice. Yeah, I've forgot you need TWO magnets for each key, silly me ;)

After receiving my magnets and playing with them for a while in all kinds of kinky ways, I started to look around in my workshop to pick the right candidate for modification. They were square-shaped, 5x5x2mm, so I was searching for a rubber dome with sliders that would match (more or less) those dimensions.

I've picked up a devastated KME "Turbo" board. It was a close call for me to take a low-profile crap, but thankfully, I thought about "tuning" the distance between the magnets later - it would be difficult, if no impossible, in my low-profile prototype. "Turbo Track" had plenty of space in its caps-o-sliders, so I thought it might be a better choice - as it turned out later, I was right.

I began with dry tests - just a pair of magnets and one cap. First I tried to put my magnets beneath the membrane, but it proved out to be a bad idea. I quickly realized there's no need to glue the "slider" magnets inside the caps, the repulsive force itself prevents them from falling out. I only had to use a small metal "distance" pad in each cap - I've put small nails in there, bought in local DIY store. Ok, caps were just fine... But what about the membrane part? Again, I've tried to force them under the membrane, which was, simply put, a stupid idea. After an hour of struggle I finally gave up and decided to put them ON THE TOP of the membrane foil. I've used small squares, cut out from double-sided tape, and placed each magnet exactly above the contact point by using a pair of pliers. Despite the absurd simplicity of this design, the keys started to work properly!

Only after this I washed the case and caps, both of which were in really bad condition. This maglev idea stole one night of my life, and turned into a small obsesion for a while :) At 5:00 AM I finally gave up and finished my work the next day. The keyboard turned out to be fully operational, but there's one little problem with nail "distance pads" I've used inside caps. Thanks to the fact that sliders in this Chinese-made product rarely have the same lenght, it's almost impossible to pick the right lenght (translate: to cut the nail in the right spot). So as a result, some keys feel very soft (kind of like Cherry MX red), some stiff as hell (like... well, I cannot even think of a proper switch to make a comparsion).

Anyway, my goal wasn't to assemble a fully functional, ergonomic unit, but just to prove it's possible. I got some experience now, and think I'm ready for new conversions :) Next time I'll use thinner, round magnets (it's quite difficult to align squares, you know...). In my opinion, with a bit of patience you can transform any rubber dome board into a maglev version - which kind of resembles linear mechanical units.

------------------------------------------------------------------------

Moja pierwsza modyfikacja klawiatury! Nikt mi nie powie, że nie mierzę wysoko :) Podczas zwiedzania forum entuzjastów klawiatur natknąłem się na wątek dotyczący tzw. klawiatur magnetycznych (maglev). Idea jest dość prosta i właściwie cały pomysł polega na zastąpieniu sprężynki/kopułki gumowej ze "standardowej" klawiatury parą magnesów zwróconych do siebie przeciwnymi biegunami. Dzięki temu zabiegowi kapturek klawisza "lewituje" nad stykiem, co przekłada się na dość unikalne wrażenia towarzyszące pisaniu.

Pomyślałem sobie: czemu nie! Zakupiłem zatem na Allegro 220 najtańszych magnesów neodymowych bez większego zastanowienia. Stwierdziłem, że będę myślał co z nimi dalej zrobić jak już się u mnie pojawią :) No i nadeszły... Sprzedający uraczył mnie nieco większą ilością, zapewne przez wzgląd na to, że dwa razy opłaciłem wysyłkę - kupiłem dwa zestawy po 110 sztuk, jako że dopiero po jakimś czasie zorientowałem się o potrzebie użycia DWÓCH magnesów w każdym z klawiszy ;) No cóż, myślenie nie boli, ale brak myślenia może kosztować!

Po otrzymaniu przesyłki zacząłem się rozglądać w moim magazynie za odpowiednim kandydatem do modyfikacji. Moje magnesy miały kształt graniastosłupa o wymiarach 5x5x2mm. Szukałem więc "gumiaka" o zbliżonym profilu suwaka ("slidera") kapturka.

Wybór padł na zdewastowaną klawiaturę KME. Mało brakowało, a wybrałbym jakiś odrzut klawiaturopodobny o niskim skoku klawisza, ale stwierdziłem że "dostrojenie" magnesów w takim wynalazku będzie katorgą, zwłaszcza przy pierwszym prototypie! Model "Turbo Trak" posiadał sporo miejsca wewnątrz każdego z kapturków, które - jak się później okazało bardzo słusznie - zamierzałem wykorzystać jako ułatwienie w odpowiednim ustawieniu magnesów.

Rozpocząłem więc od prób z pojedynczym klawiszem. Próbowałem "upakować" magnes pod membraną. Dość szybko zorientowałem się, że magnesu w kapturku nie trzeba przyklejać, wystarczy go osadzić na metalowym "dystansie", którym przy pierwszej próbie była... śrubka komputerowa. Ostatecznie jej rolę przejęły... gwoździe (!), które po śmiesznej cenie nabyłem w markecie budowlanym. Niestety, wciskanie magnesów pod membranę nie dawało pożądanych rezultatów. Folia wyginała się tylko, a elektronika nie rejestrowała wciśnięcia klawisza. Pomyślałem: a co tam, chrzanić to, położę magnesy NA WIERZCH membrany! Nakleiłem więc na nią mały kawałek dwustronnej taśmy klejącej do wykładziny i za pomocą precyzyjnych szczypczyków umieściłem magnes skierowany odpowiednim biegunem w górę dokładnie nad stykiem. Pomysł mimo swojej absurdalnej prostoty okazał się być strzałem w dziesiątkę! Styk zaczął rejestrować wciśnięcia klawisza.

Nadeszła więc chwila na standardowe mycie obudowy i klawiszy. Idea stworzenia klawiatury typu maglev zawładnęła na jedną noc moim umysłem zmieniając się w coś w rodzaju małej obsesji ;) Poddałem się o 5 nad ranem. Dzieła dokończyłem dnia następnego naklejając wszystkie magnesy i dobierając "odpowiednią" długość gwoździków wewnątrz kapturków. Piszę w cudzysłowiu, gdyż przez niedoskonałości wykończenia chińskiego produktu nie udało mi się uzyskać tzw. powtarzalności - z tego też powodu część klawiszy "chodzi" miękko, część bardzo sztywno. Nie było jednak moim zamiarem tworzenia klawiatury w pełni funkcjonalnej, ale działającego prototypu, który udowodni, że jest to wogóle wykonalne!

Przy budowie klawiatury nabrałem sporo doświadczenia jestem gotów do przeprowadzania kolejnych konwersji! Wiem już, że należy używać okrągłych magnesów (ustawianie "kwadratów" to prawdziwa katorga!), o mniejszej grubości. Moim zdaniem przy odrobinie cierpliwości można zmienić dowolną klawiaturę "gumową" w wersję magnetyczną, przypominającą w działaniu liniowe przełączniki mechaniczne.

------------------------------------------------------------------------
(C) Piotr Ciesielski / YT page / FB profile