Back to chronological / alphabetical list

------------------------------------------------------------------------



------------------------------------------------------------------------

This monitor was - together with a PC XT clone - a gift for my close fiend. Apparently it worked for a while, but suddenly its CRT tube went black - and stayed that way up to this day. I felt kind of sorry for it, and brought it back to my appartment in 2012. Phosphor in the CRT has been burned out - there are even some "ghost burns" inside, which are traces of an old DOS program. They are visible even after cutting off the mains. I'm not an expert in electronics, so I've decided to give it a visual restoration only. Of course there are M32EBL12LA Philips CRT spares for sale online, they cost several hundred dollars :) It doesn't mean that there isn't any hope for it - I'm almost 100% sure it will work just fine after a power transistor replacement.

Calcomp monitors were included in PC XT desktop sets that were distributed to schools and other Polish national institutions in the late '80s and early '90s. The CRT "color" is a black&amber duo: a feature that was much appreciated back in the day for its image quality - and nowadays for its rarity :) Monochromes were relatively light cathode tube devices and usually they were really well made. 6620's design is simple, well thought out and very reliable. I remember that there were many DOS screen savers which prevented phosphor burn-ins, for example a classic "stellar road", or however that thing was called. The user of this particular unit most likely forgot about it completely... Too bad.

Some words are even clearly visible, like "Nr. klienta", "SYSTEM POCZTA", etc.). It means the monitor was most likely standing on a post office desk.

Technical specs: width ~32,5cm, height ~28cm, depth ~31cm; 12", monochrome, amber screen; D-SUB DE-9 (DB-9), 9 pin interface; 220v AC power

Beside the obvious technical problems, the unit was in a poor visual shape. There were four velcro "stickers" taped to the front, I guess they were used to hold a detachable filter in place. Unfortunately, all adhesives used back then were kind of different from those used today, if you know what I mean. If I were to remove them by force, I would probably crack the plastic case. I've used a small spatula plus some extraction agents. They also came in handy when I was fighting with the "inventory number" - a permanent signature written on the monitor's base.

The case itself required a thorough cleaning. I've used an air compressor and a small, soft brush when removing the dust. A pin in the power button was broken, so I've glued it with an epoxy putty. Unfortunately, the plastic case required some whitening, and it turned out to be extremely resistant to a retrobright paste. I got nasty white blooms/burns on the surface, but after a small struggle I got rid of them too. I've even removed scratches from the case by using a fine-grained abrasive.

There's a "water mark" visible in a lower left corner of the CRT. It was a tricky way to prevent equipement stealing in the company - a small, irremovable groove formed the owner's name. Bear in mind that a computer monitor was a very expensive device back then!

I've lubed the adjustable foot with a large dose of grease and sprayed some ARMOR ALL plastic protector on the case. That was pretty much everything I could do for this unit. It looks really great after the restoration, but doesn't work, unfortunately... Who knows, maybe some day I'll repair its internals.

------------------------------------------------------------------------

Jest to monitor, który sprezentowałem swego czasu koledze wraz ze starym klonem komputera PC XT. Podobno przez chwilę nawet działał. Przeleżał gdzieś w piwnicy parę ładnych lat, po czym wrócił do mnie niesprawny pod koniec 2012 roku. Luminofor w kienskopie jest już solidnie wypalony (pojawiły się na nim "duchy" - obraz oryginalnego programu DOS-owego, który jest widoczny nawet po wyłączeniu zasilania), a elektronika lekko szwankuje. Skazałem więc monitor "na straty" - czyli restaurację czysto wizualną. Ceny zamiennika kineskopu Philips M32EBL12LA oscylują w internetowych sklepach w okolicach kilkuset dolarów. Nie twierdzę jednak, że naprawa tego sprzętu jest niemożliwa, najprawdopodobniej wystarczy wymiana wysłużonych elektrolitów.

Compal był monitorem dołączanym do zestawów PC XT, rozprowadzanych po szkołach i innych instytucjach państwowych w naszym kraju pod koniec lat '80 i na początku lat '90. Charakteryzuje go bursztynowa barwa wyświetlanego obrazu, swego czasu bardzo ceniona przez użytkowników (a obecnie przez entuzjastów starego sprzętu). Monitory monochromatyczne były względnie lekkie jak na urządzenia CRT i dość dobrze wykonane. Konstrukcja jest prosta, przemyślana i praktycznie niezawodna. Szybkiemu wypalaniu luminoforu zapobiegało stosowanie wygaszacza ekranu w DOS-ie, np. klasycznego "gwiezdnego lotu". Niestety, użytkownik tego egzemplarza najwidoczniej o tym zapomniał...

Niektóre słowa można nawet odczytać ("Nr. klienta", "SYSTEM POCZTA", itp.). Monitor był zatem najprawdopodobniej używany w urzędzie pocztowym.

Parametry techniczne: szerokość ~32,5cm, wysokość ~28cm, głębokość ~31cm; ekran 12", monochromatyczny, bursztynowy; interfejs D-SUB DE-9 (DB-9), 9 pin; zasilanie 220v AC

Prócz oczywistych niedomagań technicznych, monitor był w tragicznym stanie wizualnym. Na panelu frontowym w kilku miejscach zostały przyklejone rzepy montażowe do filtrów ekranu. Muszę tutaj zaznaczyć, że kleje stosowane w owym czasie różniły się znacznie od tych używanych obecnie. Gdybym próbował usunąć je siłowo, pewnie odeszłyby razem z częściami tworzywa sztucznego. W ruch poszła więc benzyna ekstrakcyjna i plastikowe szpachelki. Ze stopki musiałem usunąć naniesiony permanentnym markerem numer seryjny.

Cała obudowa wymagała solidnego mycia. Wnętrze przeczyściłem sprężonym powietrzem i drobnymi, miękkimi pędzelkami. Ułamany trzpień włącznika zasilania skleiłem masą epoksydową. Niestety, zewnętrzna powierzchnia plastiku wymagała wybielania. Tworzywo okazało się niezwykle odporne na pastę retrobright, a jednocześnie podatne na efekt bloomingu. Ostatecznie jednak się poddało, razem z wieloma rysami na obudowie, które uległy paście lekkościernej.

Na kienskopie widoczny jest "znak wodny" - wyżłobiona sygnatura placówki, która sprzęt zakupiła. Było to bardzo efektywnym sposobem zabezpieczenia przed kradzieżą. Należy pamiętać, że w latach '80 taki monitor kosztował ponad 20 milionów starych złotych!

Ruchoma stopka została potraktowana dużą ilością smaru stałego. Naoliwienie zatrzasku smarem silikonowym oraz zabezpieczenie powierzchni tworzywa preparatem ARMOR ALL zwieńczyło proces restauracji. Monitor prezentuje się wspaniale, ale niestety, pozostaje niesprawny. Kto wie, może w przyszłości...

------------------------------------------------------------------------
(C) Piotr Ciesielski / YT page / FB profile